Najnowsze wpisy »

Przesiadka…

W ramach wakacyjnego pakietu rozruchu literackiego, jako próba wskoczenia na normalny tor w trakcie wakacji, powstał mój poprzedni wpis – zapowiedź dłuższego cyklu, który myślę, zgromadzi w sobie wiele tysięcy słów. Zaraz jednak przyszła kolejna refleksja – cóż by można jeszcze uczynić, by się do aktywności zachęcić.

Stanęło na nowej stronie. Po roku i połówce czuję już, że mogę uwolnić się od tego miejsca, takoż czynię, zostawiając je może na inne okazje. Tam ruszy ów nowy cykl, tam pojawiły się już dwa inne wpisy. I będzie z deczka innych.

Takoż, jak i bez zbędnych ceregieli tutaj stanąłem, licząc, że teoretyczna jakość i ilość tekstów większy ruch w nowym miejscu uczyni, pozostawiam to miejsce, jednocześnie zapraszając w nowe:

Nowy blog – Ja, Kasjusz

(i owszem, to odwołanie do powieści Gravesa ;)

Do przeczytania (i oby – zasubskrybowania)!

Gusta są jak wyrostki robaczkowe – każdy ma swój własny i zasadniczo, jeśli nie wymaga tego zawód, każdemu ów jeden jedyny wystarcza. W obrębie tych gustów znajdują się, leżąc luźno niby w przepastnym worku, określone gatunki filmowe, czy to westerny i kino noir, lub może filmy romantyczne i o tańcu, albo też krwawe horrory i kreskówki dla najmłodszych – każdy ma swój rewir, wewnątrz którego się porusza, czyniąc czasami wyjątki dla filmów nielicznych. Wyjątkowych. Wartych uwagi, mimo przynależności do kategorii zazwyczaj nam obmierzłej lub przynajmniej obojętnej.

Ja jako osoba w szerokim zakresie kinem się interesująca również mam swój gust, ale bardziej skupia się on na jakości, niźli zaszufladkowaniu w konkretnym gatunku, choć zdarzają się krainy, do których zapuszczać się nie mam odwagi – głównie jest to groźny obszar zwany pobłażliwie  ”komedią romantyczną” (jest tu coś zabawnego?) , a szczególną odrazę budzą we mnie polscy jej przedstawiciele. Za thrillerami również nie przepadam, ale to przeważnie dlatego, że fabułę mają albo nieciekawą, albo przewidywalną, choć akurat te atrybutylubią przebywać ze sobą w duecie. Mniejsza zresztą o to – lubię po prostu dobre filmy i takie oglądam. Ze 150 tytułów ocenionych na filmwebie 30 otrzymało 7/10, 66 – 8/10, zaś 33 – jeszcze oczko wyżej. Może nie jestem jakimś wybitnym wyznacznikiem poczucia smaku, do przenikliwości krytyka mi daleko, może ósemka dla „Ślubów panieńskich” (średnia 4,5), które pomimo dziwnych-nowoczesnych wtrętów bardzo mi się sposobały, była błędem, niemniej bywają tacy, co chodzą popatrzeć na srebrny ekran tylko dla efektów, a „2012″ uważają za setny cud świata. Dlatego, oddając jednocześnie pod ocenę me oceny na filmwebie pragnę przekazać łaskawym (i urojonym) czytelnikom część mojej powierzchownej wiedzy, wiedzy o kinie tym najlepszym.

Czym jest bowiem istota klasyczności? Czy wystarczy, że przeciętny widz po wyjściu z kina będzie mógł opowiedzieć o tym filmie dzień i rok później, z niemalejącym, a może i rosnącym (monotoniczność słaba…) entuzjazmem? A może trzeba tu szkiełka i oka krytyka? Lub zaistnienia w szeroko rozumianej popkulturze? W każdym razie jakaś dziwna siła sprawia, że część filmów nie przechodząc jeszcze w pełni z taśmy filmowej na nośniki odczytywane czerwonym/błękitnym laserem (tak – DVD i BD), już noszą przyjemne znamiona kultowości. Jest ona zazwyczaj niepisana, istniejąca głównie w mentalności, czasem i w przekazie ustnym, niekiedy otoczona warstewką patyny. Są jednak filmy, które każdy tytułujący się „miłośnikiem kina” zobaczyć musi/powinien.

O niektórych z nich chcę napisać. O paru innych też, ale te  muszę najpierw obejrzeć.

Jednocześnie chce uniknąć przedstawiania pozycji powszechnie znanych – LoTR’a, Gwiezdne Wojny, czy jakiegoś Bonda każdy widział (bo kultowość i popularność poszły tutaj równiutko za rąsię).

Jeśli zaś chodzi o inne – zamieszczę tutaj króciutką listę tytułów, którą ewentualni czytający mogliby ewentualnie poszerzyć o swe propozycje. Się obejrzy, się może napisze. W każdym razie – filmy zazwyczaj nieco już stare, niemalże (?) zawsze dobre, często tytuły wielkie, a do zamieszczonego wcześniej opisu pasujące. Cóż więc tu mamy? (kolejność losowo-przypomnieniowa)

  1. Pulp Fiction
  2. Ojciec Chrzestny 1-3
  3. Amelia
  4. Truman show
  5. Lśnienie
  6. Łowca jeleni
  7. Łowca androidów
  8. Amadeusz
  9. Taksówkarz
  10. Fight club
  11. Adwokat diabła
  12. Big Lebowski
  13. Brudny Harry
  14. Labirynt fauna
  15. Uwierz w ducha
  16. American Psycho
  17. Full Metal Jacket
  18. Wejście smoka
  19. V jak Vendetta
  20. Siedem
  21. Asterix i Obelix: Misja Kleopatra (serio, film jak dla mnie kultowy!)
  22. Buena Vista Social Club
  23. Cinema Paradiso

Wszystkie z tutaj obecnych widziałem, każdy za coś lubię. Bardziej lub mniej regularnie będę o nich pisał, a jeśli opis mój, o jakieś ciekawostki z planu (wiecie choćby, że Mel Gibson mógł być Batmanem, Wolverinem, Gladiatorem, Robin Hoodem, Amadeuszem, Terminatorem i Bondem, ale role odrzucał albo znaleźli się w końcu znani nam „zastępcy”…?) wzbogacony kogoś zainteresuje, lub nawet do obejrzenia zachęci – byłoby miło. Chwilowo jednak – czekam na głosy oburzenia – co za filmowy cud wcielony przegapiłem…

Bardziej osobowo o mojej pasji związanej z literaturą Kapuścińskiego opowiem pewnie w przyszłości, teraz postanowiłem jednak podzielić się moją wczorajszą (wygłaszaną 19 maja) prezentacją maturalną. Może kogoś zainteresuje, jego książki są NIEZWYKLE interesujące, pouczające, uwrażliwiające…

————–

Dzień dobry, zaprezentuję Państwu temat „Reporterskie Mistrzostwo Ryszarda Kapuścińskiego”. Zanim jednak przejdę do tego zagadnienia, chcę w skrócie omówić gatunek, jakim jest reportaż.

Reportaż jest gatunkiem publicystyczno – literackim, czyli może przybrać zarówno krótszą formę, jaką są artykuły prasowe, jak i tę dłuższą, książkową – często są to zbiory reportaży, przykładami mogą być „Heban” i „Wojna futbolowa” autorstwa Kapuścińskiego. Głównym zadaniem reportażu jest zrelacjonowanie czytelnikowi wydarzeń, w których brał udział autor poprzez odpowiedź na 5 podstawowych pytań – kto, gdzie, kiedy, jak i dlaczego. Reportaż przynależy do literatury faktu, czyli istnieje tutaj wymóg autentyczności wydarzeń- powinny być one wiarygodne.

Reportaż można również nazwać sztuką pytań – często bowiem poprzez ich zadawanie autor zbliża się do prawdy, którą chce przedstawić. Pytania te są jednocześnie odbiciem, negatywem utworu, dlatego ważne jest umiejętne ich formowanie oraz zadawanie, już przez ich poznanie, można się dowiedzieć wiele o pytającym.

Reportaż posiada wiele podgatunków, między innymi są to: podróżniczy, wojenny, psychologiczny, kryminalny, historyczny czy portretowy, teksty Kapuścińskiego należą zazwyczaj do pierwszych dwóch, z wymienionych przeze mnie podgatunków.

Przejdę teraz do przedstawiania kolejnych cech, które świadczą o reporterskim mistrzostwie Kapuścińskiego. Na początek skupię się na języku, stylu oraz formie jego tekstów.

Typ reporterstwa, do jakiego przynależał autor „Cesarza” można według mnie określić jako creative non-fiction, czyli po polsku – reportaż literacki. Podobnie jak sam reportaż jest gatunkiem dwoistym – o czym wspominałem – tak składową dwóch stylów jest ta forma, z którą czytelnik styka się w książkach Kapuścińskiego. Z jednej strony jest to tradycyjne dziennikarstwo, opowiedzenie pewnej prawdziwej historii lub przedstawienie obrazu, z drugiej – jest ono wzbogacone o elementy wywodzące się bezpośrednio z literatury pięknej.  Znajdują się tutaj wszelkie figury retoryczne, takie jak, metafora czy ironia – ta najbardziej widoczna jest w „Cesarzu”, obrazie ukazującym niby wielkość władcy Etiopii Hajle Sellasje, a w rzeczywistości zło totalitaryzmu oraz wpływ władzy na jednostkę. Właśnie „Cesarza” uważam za jeden z najlepszych przykładów reportażu literackiego, poprzez swoją symbolikę wykazuje on cechy charakterystyczne dla paraboli. Wszelkie bogactwo środków artystycznych nie pełni więc jedynie funkcji estetycznej, lecz ma w sposób bardziej kompleksowy – w tym przypadku jest to zawiłość ludzkiej psychiki.

Także po słownictwie stosowanym w tym utworze, rozpoznać można pietyzm, jakim autor tworzy swoje reportaże. W przypadku „Cesarza”, słowa wypowiadane przez kolejnych dworzan wzbogacone są o liczne archaizmy, oddające majestat władzy, albo przeciwnie – słabość ludzi w jej obliczu. Za dobry przykład uważam słowo „rwactwo”, które dobrze oddaje zawziętość, determinację ludzi walczących o kontakt z Cesarzem – dający najwyższe przywileje.

Gdybym miał określić jednym słowem styl literacki Kapuścińskiego byłaby to lapidarność, czyli zwięzłość wypowiedzi, skrót, przy jednoczesnej maksymalizacji treści. Styl ten jest konsekwencją wieloletniego pracy korespondenta Polskiej Agencji Prasowej, kiedy to śląc depesze z odległych kontynentów, musiał w niewielkiej liczbie słów opisać często dramatyczne wydarzenia – wojny i rewolucje. Każde słowo kosztowało, rezultatem tego był szczególny doń szacunek. Stąd opisując jedną z wielu skrajnych sytuacji, w jakiej się znalazł – w „Jeszcze dzień życia” jadąc ciężarówką ku niemal pewnej śmierci, cały ogrom emocji, jakie kierują człowiekiem w takich chwilach, zamknął w jednym, zdawkowym zdaniu.

Jak powiedział Cesarz Reportażu, odwołując się do słów Waltera Benjamina – najdoskonalszą książką byłaby księga cytatów. Efektem tej myśli jest sześć tomów Lapidariów, swoistego dziennika, w których często zapisywał krótkie myśli, spostrzeżenia, informacje lub wypowiedzi innych osób.

Z lapidarnością stosowaną przez Kapuścińskiego łączy się poetyckość opisów pojawiających się w jego książkach – to w poezji zaczynał on swoją karierę literacką i choć ostatecznie tworzyć zaczął w prozie, sposób ukazywania przezeń krajobrazów afrykańskich zachował tamten styl.

Kolejnym czynnikiem świadczącym o mistrzostwie Kapuścińskiego jest wyznawana przez niego filozofia dialogu, szczególnie istotna w takim zawodzie, jak reporter. Jest ona nazywana również filozofią spotkania, a jednym z jej czołowych przedstawicieli był polski ksiądz – Józef Tischner. Najważniejszym problemem rozważanym w tej filozofii były sposoby kontaktu z drugim człowiekiem – Innym. Ta osoba, początkowo obca, powinna być traktowana przez ludzi na równi  ze sobą – niezależnie od poglądów, wyznania  czy też koloru skóry. W przypadku podróży po Afryce było to dla pisarza szczególnie trudne – czarni wciąż byli nieufni wobec białego – jest to relikt epoki kolonialnej -  ich podejście sprawiało, że do nawiązania relacji potrzeba było wiele uprzejmości, lecz także cierpliwości. Zbliżenie się do człowieka dawało mu jednak okazję lepiej poznać otaczające go kraje, zdobyć niedostępną w inny sposób wiedzę. „Cesarz” to książka która składa się właśnie z takich historii, opowiadanych przez wielu ludzi z otoczenia monarchy, dopiero dobre poznanie tych osób i ich historii pozwoliło stworzyć takie arcydzieło, jakim niewątpliwie jest ta książka.

Pomimo samotnych podróży po tym ogromnym kontynencie, reporter w zasadzie nigdy nie jest sam– zawsze ktoś mu towarzyszy, inny, do którego tak chętnie się zbliża  Dzięki temu skupieniu się na jednostce, Kapuściński nieraz zauważał szczegóły, które mogłyby umknąć innemu opisującemu tę samą sytuację. W „Buszu po Polsku”, dla przykładu – jego pierwszym zbiorze reportaży – pojawia się tekst „Wymarsz piątej kolumny” – opowieść o dwóch starych Niemkach – zauważa w nich to, co one nazywają „Blutinstinkt” – słyszą wewnętrzną muzykę, która kieruje ich poczynaniami, nadaje rytm ich życiu.

Szczególną uwagą darzy reporter ludzi ubogich, jak bowiem mówił, stanowią oni większość populacji tego świata. Wiedza o ich życiach niemal nie przedostawała się do ludzi państw zamożnych, stąd większość swych podróży spędził w państwach Trzeciego Świata, zwłaszcza Afryki. Między innymi we fragmentach „Wojny futbolowej” pojawiają się dziennikarze i innych państw europejskich, po ich postawie, separacji od biedoty widać jednak, że nie są oni w stanie zrozumieć swego otoczenia, właśnie przez brak tej nawiązania relacji. Kapuściński był inny – skłonny do wyrzeczeń, uśmiechnięty, zawsze gotowy do spotkania – dzięki temu tyle osób mogło mu zaufać.

Innym istotnym dla mnie elementem reportaży Kapuścińskiego jest prawie zawsze towarzysząca jego tekstom symbolika. Sam w „Autoportrecie reportera wyznał”, że jedną z funkcji tego gatunku literackiego jest wysnucie refleksji z wydarzeń, nadanie logiki alogicznemu. Kierunkiem, w którym powinien się reportaż rozwijać – powinna być jego eseizacja, opis przemyśleń.

Jak wspominałem Cesarz jest alegorią władzy, nie jest to książka tyle o Ras Tafari Makonenie, co tych wszystkich drobnych ludziach, którzy są gotowi zrobić wszystko, by choć na chwilę odmienić swój los – jak sami myślą – na lepsze.

„Imperium” to z kolei opis podróży po Związku Radzieckim, państwie które swoim bogactwem, nagromadzeniem kultur sprawia, że jest czymś więcej, niż tylko pewnym terenem zamkniętym przez granice – narody często sobie wrogie zmuszone są egzystować w tym samym kraju, zniewolone przez ten system, który swą siłą potrafił uczynić coś wbrew naturze.

Kapuściński jest bohaterem wszystkich swoich książek, co sprawia, że każdy z reportaży jest w pewien sposób osobisty, nie ma tu bezosobowości, lecz przeciwnie – widoczna jest osobowość pisarza, wszelkie refleksje są nieodzownym elementem jego obecności w danym miejscu.

W końcu, ostatnim przykładem, który moim zdaniem świadczy o wielkości tekstów i postaci Kapuścińskiego jest traktowanie reporterstwa jako misji, dla której potrafiłby nawet poświęcić życie. Widziawszy w życiu ponad dwadzieścia wojen i rewolucji, bezustannie podejmował ryzyko, byleby uczestniczyć w procesie formowania się wolnej Afryki. Ta odwaga pozwalała mu dostawać się do miejsc, które normalnie wydawałyby się niezdobyte – dla przykładu Zanzibar, do którego Kapuściński wybrał się zupełnie spontanicznie, nieprzygotowany, lecz zdeterminowany aby móc świadczyć Polsce – a nawet całemu światu – o kolejnej walce zbrojnej, jednym z tych wydarzeń, które wpływały na formowanie się mapy świata.

Autor „Cesarza” uważał siebie za tłumacza – tłumacza specyficznego, bo kultur. Przebywając w świecie tak egzotycznym i obcym – uczył się go, a swymi tekstami starał się przedstawić te miejsca także laikowi – czytelnikowi z półkuli północnej, o odmiennej mentalności, nieznającemu głodu czy cierpienia. Wiele obrazów nędzy i wojen było dla mnie bardzo poruszających, stąd uważam za istotną rolę tego wybitnego rodaka w kreowaniu wrażliwości wielu ludzi na świecie, uczenie ich otwartości na Innego, obce kultury.

Przejdę do podsumowania mojej prezentacji. Kapuściński, który spędził w Afryce ponad połowę swojego życia stał się osobą, która najlepiej spośród Europejczyków, a może i wszystkich innych ludzi – znała i rozumiała ten kontynent oraz jego historię. Autor wspomniał kiedyś, że interesują go rubieże tego świata, takim miejscem, a zarazem domem stał się dlań Czarny Ląd, który miał też największy udział w jego dorobku literackim.

Teksty Kapuścińskiego są znakomite literacko, widać ogrom pracy i uczucia, jakie wkładał w nie zawsze jako autor , lecz także jako człowiek był on prawdziwym reportażystą, gotowym zawsze wysłuchać drugiego człowieka,  pomóc mu, zrozumieć go, podzielić się jego historią z czytelnikiem. Jego karierę można podzielić na dwa okresy – czas, kiedy głównymi jego dziełami były depesze – wtedy szczególnie zasłużył się prasie oraz ludziom poszukującym informacji o wydarzeniach ze świata , w drugim zaś tworzył swoje największe dzieła –„Cesarza”, „Heban”, „Wojnę futbolową”, „Jeszcze dzień życia”, ważne dla kultury polski i świata.

Obok tych wszystkich tekstów wygłaszał też niezliczone ilości wywiadów i wykładów, które świadczyły o jego niebywałej wiedzy o świecie. Dzięki swemu doświadczeniu był on mentorem i nauczycielem rzesz reportażystów, tworzących dzisiaj swoje teksty. To właśnie – bycie autorytetem dla ludzi z całego świata, uważam za ostateczny dowód mistrzostwa reporterskiego, jakie reprezentował sobą pochodzący z Pińska Ryszard Kapuściński.

—————-

To + dosyć interesująca rozmowa po prezentacji dały mi możliwe 20 punktów z prezentacji :)

Jutro…

… kończę liceum, staję się „abiturientem” (ew. maturzystą, bo niemieckiego nie lubimy zbyt).

Juhu…?!

Music maniac!

Był czas, że piszący te słowa nie interesował się muzyką. Były to czasy raczej już zamierzchłe, choć dopiero nieco ponad rok temu zacząłem słuchać ESKI Rock, która szczególnie podbiła moją wiedzę i wrażliwość muzyczną. A jakiej muzyki słucha w ogóle piszący te słowa?

Gustów nie powinno się jednoznacznie klasyfikować, dlatego najłatwiej mi odpowiedzieć – dobrej. Gatunek zazwyczaj znaczenia nie ma, z wyjątkiem kilku gatunków które niespecjalnie mi podchodzą – wszelkie techna, metale, jak i  electro i inne dyskotekowe syntetyki zaliczają się do tej szufladki. Brzmienia przypominające swą tonacją rytmiczne uderzanie czerepem o ścianę, wywołują w słuchaczu podobnyż efekt – podziękował więc. Potężne zaś growle zawierają taką ilość mroku, że nie wiem, gdzie i po co miałbym ją gromadzić. Teksty w stylu „Urodziłam Ci dziecko, a ty zjadłeś mi kota – jesteśmy kwita” (*growl*, *headbanging*) – zachowajmy je dla koneserów.

Lubię za to muzykę o dobrym brzmieniu, niebanalnym tekście, pozytywnej energii. Liczą się więc wszelkie rodzaje rocka z ulubionym Red Hot Chilli Peppers (kiedy w końcu nowa płyta?) na czele.  Do tego –  różnie rozumiana muzyka alternatywna – choćby pop, który jest jedyną jego formą dla mnie do przełknięcia poza Jacksonem (choć i u niego w nie wszystkich kompozycjach gustuję). Dalej – celtic, jpop, reggae, latynoska, czasem jazzik, utwory wielkich bardów naszych (Kaczmarski, Grechuta). Znajdą się też soundtracki najlepiej reprezentowane przez Zimmera.

Od jakiegoś czasu, odkąd ta pasja zaczęła narastać, postanowiłem też zbierać płyty. Zaczęło się od trzech niejako odziedziczonych, a raczej przejętych – Bob Marley, Beatlesi, Grechuta. Teraz jest ich już więcej, wciąż jednak (jak dla mnie) niezadowalająco. W zasadzie dowolną powierzoną mi 4-cyfrową kwotę byłbym w stanie wydać na płyty – tak pozostaje mozolne (lecz satysfakcjonujące) zbieranie miesiąc po miesiącu. Mam na telefonie (z którego głównie słucham muzyki) nieco cyfrowych wersji  albumów (Muzodajnia), wolę jednak nośniki fizyczne, przyjemniej odpalić taki w pokoju.

Ale słowo się rzekło – czytając wcześniejsze słowa sarkastycznie unosisz brew, rzucasz wyzwanie (i pieniądze). Na co wydałbym tak łaskawie powierzoną walutę? Zarzucę kilka przykładów, więcej z pewnością pojawiłoby się podczas spontanicznego buszowania po Empiku, który nawet drogi jest, ale łatwo dostępny. Dla ułatwienia, zbierzmy je w pary (kolejność nie gra roli, raczej):

1) Płyty Jacka Kaczmarskiego

Kaczmarskiego lubię bardzo, a że jego twórczość bogata, to i chęć ich posiadania spora. Jak dotąd posiadam zbiorcze wydanie 4 płyt od Pomatonu, tutaj, jest ich znacznie więcej – w tym drugim boxie aż 20. Cena spora, ale wartość tutaj jest niewątpliwa.

 

2) Wielcy gitarzyści – Slash, Santana

Mimo rozstania się z Gunsami, co zespołowi wyszło niekoniecznie na dobre, gitarzysta radzi sobie bardzo dobrze. Niektóre utwory są świetne, jak choćby By the sword z Andrewem Stockdale, czy Nothing to say z M. Shadowsem, pojawiają się też Fergie i Ozzy Osbourne. Tym bardziej ciekawa jest wersja deluxe z teledyskami i dodatkowymi utworami. Santana też sobie nieźle radzi, czego dowodem jest choćby niezła interpretacja Back in black od AC/DC.

 

3) Soundtrack klasycznie – Pulp Fiction, Ojciec chrzestny

Tu nie ma wiele do pisania. Każdy, kto zna wielkość tych filmów wie, że i ścieżka dźwiękowa jest jednym z większych ich walorów.

 

4) Coś od Linkin Parku

Po zapoznaniu się z A thousand suns mam ochotę na więcej, bo to rzeczywiście dobry zespół być musi.

 

5) Soundtrack mało klasycznie  - Książę Persji, Śluby Panieńskie

Filmy nie są rewelacyjne, ale osobiście je lubię i cenię w nich muzykę. Pierwszy to lekkie stylizowane melodie, w drugim zaś przypadku – udany mix nowoczesności z tradycją ludową – w tym przypadku znacznie bardziej udany niż w dziele Bajona. Ktoś w ogóle lubił sceny, gdy aktorzy przerywają grę, by sobie przez komórkę pogadać?

 

6) Red Hotsi – wszystko czego nie mam

NAJLEPSZY… ZESPÓŁ… ŚWIATA. Tyle.

 

7) Dokształcanie się z rocka – AC/DC

Wstyd się przyznać, ale słabo ich znam. Wiadomo, świetni są – ostre gitary, charakterystyczny wokal, niestety niewiele miałem z nimi do czynienia. Płyt wydali wiele, ale warto zacząć o tych 2.

 

8 ) Soundtrack Zimmerowo – Incepcja, Sherlock Holmes

Gość ma niewątpliwy talent do tworzenia chwytliwych ścieżek dźwiękowych, dość wymienić, że stworzył niezapomniane podkłady w Gladiatorze, Ostatnim samuraju, Piratach z Karaibów (nie licząc pierwszej części, tam raczej Badelt) , Batman, czy oskarowy (niestety jedyny) Król Lew. Jego muzyka broni się sama, z chęcią więc widziałbym ją u siebie.

 

9) Green Day

Bardzo dobry to punk, a zarazem mój pierwszy zespół rockowy. Przydałoby się mieć całą jego dyskografię, tutaj akurat wybrałem najnowsze dzieła  grupy Armstronga.

 

10) Klasyki ciąg dalszy

Queen to kolejny zespół, który cenię, ale mało o nim wiem. Nie wątpliwie,  jeden z ważniejszych zespołów ubiegłego wieku, na początek wziąłbym zbiór najważniejszych ich utworów. A Use Your Illusion I – bo nie mam jej na telefonie, a przydałaby się.

Kto wie jakież płyty jeszcze trafiłyby do tego zestawienia, gdybym na przykład pisał je za rok… To się zobaczy. Jeśli zaś, udało Ci się, przypadkowy przechodniu to przeczytać, zapytam – jakie płyty Ty byś dodał do swojej hipotetycznej kolekcji?

Byle do 13.05 (dzień wcześniej rozsz z fizyki, poźniej już niemal nic!)

Film zwie się „Magia uczuć” (oryg. „The Fall”) i jest absolutnym arcydziełem, jeśli chodzi o nastrojowe kino, z pięknymi zdjęciami, czego już w poniżej zamieszczonym doświadczyć można.

Bohaterką jest mała dziewczynka – Aleksandria, która przebywając w szpitalu z powodu złamania ręki, poznaje historię opowiadaną przez jednego z pacjentów. Świat opowieści przeplata się z realnym, czego przykładem są postacie, każdy z bohaterów historii jest obrazem kogoś jej znanego. Zadaniem herosów jest zemsta na pewnym złoczyńcy, co jednak dalej, niech pozostanie tajemnicą aż do poznania całego dzieła. Osobiście z całego serca polecam, film dostępny jest obecnie chyba tylko na DVD, leciał na Canal+ z 1,5 roku temu.

Tu zaś fragmenty filmu zmiksowane z „Paradise Circus” od Massive Attack. Również magiczna rzecz.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.