Kategoria: Film


Gusta są jak wyrostki robaczkowe – każdy ma swój własny i zasadniczo, jeśli nie wymaga tego zawód, każdemu ów jeden jedyny wystarcza. W obrębie tych gustów znajdują się, leżąc luźno niby w przepastnym worku, określone gatunki filmowe, czy to westerny i kino noir, lub może filmy romantyczne i o tańcu, albo też krwawe horrory i kreskówki dla najmłodszych – każdy ma swój rewir, wewnątrz którego się porusza, czyniąc czasami wyjątki dla filmów nielicznych. Wyjątkowych. Wartych uwagi, mimo przynależności do kategorii zazwyczaj nam obmierzłej lub przynajmniej obojętnej.

Ja jako osoba w szerokim zakresie kinem się interesująca również mam swój gust, ale bardziej skupia się on na jakości, niźli zaszufladkowaniu w konkretnym gatunku, choć zdarzają się krainy, do których zapuszczać się nie mam odwagi – głównie jest to groźny obszar zwany pobłażliwie  ”komedią romantyczną” (jest tu coś zabawnego?) , a szczególną odrazę budzą we mnie polscy jej przedstawiciele. Za thrillerami również nie przepadam, ale to przeważnie dlatego, że fabułę mają albo nieciekawą, albo przewidywalną, choć akurat te atrybutylubią przebywać ze sobą w duecie. Mniejsza zresztą o to – lubię po prostu dobre filmy i takie oglądam. Ze 150 tytułów ocenionych na filmwebie 30 otrzymało 7/10, 66 – 8/10, zaś 33 – jeszcze oczko wyżej. Może nie jestem jakimś wybitnym wyznacznikiem poczucia smaku, do przenikliwości krytyka mi daleko, może ósemka dla “Ślubów panieńskich” (średnia 4,5), które pomimo dziwnych-nowoczesnych wtrętów bardzo mi się sposobały, była błędem, niemniej bywają tacy, co chodzą popatrzeć na srebrny ekran tylko dla efektów, a “2012″ uważają za setny cud świata. Dlatego, oddając jednocześnie pod ocenę me oceny na filmwebie pragnę przekazać łaskawym (i urojonym) czytelnikom część mojej powierzchownej wiedzy, wiedzy o kinie tym najlepszym.

Czym jest bowiem istota klasyczności? Czy wystarczy, że przeciętny widz po wyjściu z kina będzie mógł opowiedzieć o tym filmie dzień i rok później, z niemalejącym, a może i rosnącym (monotoniczność słaba…) entuzjazmem? A może trzeba tu szkiełka i oka krytyka? Lub zaistnienia w szeroko rozumianej popkulturze? W każdym razie jakaś dziwna siła sprawia, że część filmów nie przechodząc jeszcze w pełni z taśmy filmowej na nośniki odczytywane czerwonym/błękitnym laserem (tak – DVD i BD), już noszą przyjemne znamiona kultowości. Jest ona zazwyczaj niepisana, istniejąca głównie w mentalności, czasem i w przekazie ustnym, niekiedy otoczona warstewką patyny. Są jednak filmy, które każdy tytułujący się “miłośnikiem kina” zobaczyć musi/powinien.

O niektórych z nich chcę napisać. O paru innych też, ale te  muszę najpierw obejrzeć.

Jednocześnie chce uniknąć przedstawiania pozycji powszechnie znanych – LoTR’a, Gwiezdne Wojny, czy jakiegoś Bonda każdy widział (bo kultowość i popularność poszły tutaj równiutko za rąsię).

Jeśli zaś chodzi o inne – zamieszczę tutaj króciutką listę tytułów, którą ewentualni czytający mogliby ewentualnie poszerzyć o swe propozycje. Się obejrzy, się może napisze. W każdym razie – filmy zazwyczaj nieco już stare, niemalże (?) zawsze dobre, często tytuły wielkie, a do zamieszczonego wcześniej opisu pasujące. Cóż więc tu mamy? (kolejność losowo-przypomnieniowa)

  1. Pulp Fiction
  2. Ojciec Chrzestny 1-3
  3. Amelia
  4. Truman show
  5. Lśnienie
  6. Łowca jeleni
  7. Łowca androidów
  8. Amadeusz
  9. Taksówkarz
  10. Fight club
  11. Adwokat diabła
  12. Big Lebowski
  13. Brudny Harry
  14. Labirynt fauna
  15. Uwierz w ducha
  16. American Psycho
  17. Full Metal Jacket
  18. Wejście smoka
  19. V jak Vendetta
  20. Siedem
  21. Asterix i Obelix: Misja Kleopatra (serio, film jak dla mnie kultowy!)
  22. Buena Vista Social Club
  23. Cinema Paradiso

Wszystkie z tutaj obecnych widziałem, każdy za coś lubię. Bardziej lub mniej regularnie będę o nich pisał, a jeśli opis mój, o jakieś ciekawostki z planu (wiecie choćby, że Mel Gibson mógł być Batmanem, Wolverinem, Gladiatorem, Robin Hoodem, Amadeuszem, Terminatorem i Bondem, ale role odrzucał albo znaleźli się w końcu znani nam “zastępcy”…?) wzbogacony kogoś zainteresuje, lub nawet do obejrzenia zachęci – byłoby miło. Chwilowo jednak – czekam na głosy oburzenia – co za filmowy cud wcielony przegapiłem…

Film zwie się “Magia uczuć” (oryg. “The Fall”) i jest absolutnym arcydziełem, jeśli chodzi o nastrojowe kino, z pięknymi zdjęciami, czego już w poniżej zamieszczonym doświadczyć można.

Bohaterką jest mała dziewczynka – Aleksandria, która przebywając w szpitalu z powodu złamania ręki, poznaje historię opowiadaną przez jednego z pacjentów. Świat opowieści przeplata się z realnym, czego przykładem są postacie, każdy z bohaterów historii jest obrazem kogoś jej znanego. Zadaniem herosów jest zemsta na pewnym złoczyńcy, co jednak dalej, niech pozostanie tajemnicą aż do poznania całego dzieła. Osobiście z całego serca polecam, film dostępny jest obecnie chyba tylko na DVD, leciał na Canal+ z 1,5 roku temu.

Tu zaś fragmenty filmu zmiksowane z “Paradise Circus” od Massive Attack. Również magiczna rzecz.

I weź tu człowieku…

… nie zastanawiaj się nad poświęceniem życia sztukom walki.
Wiecie, szans na to nie ma, zero, null absolutne, ale aż żal człowiekowi myśleć, że tylko jeden żywocik przed nim i takie coś go ominie – w sumie reinkarnacja, choć mało sensowna, nagle okazuje się być bardzo kuszącą.

Do czego piję? Zobaczcie fragment filmu  ”Yip Man”:

Capoeira capoeirą, prawdziwa miłość jest tylko jedna, wiadomo. Ale takie Wing-Tsun (film traktuje o prawdopodobnie jego największym mistrzu, Ip Manie właśnie, nauczycielu Bruce’a Lee)… Też tak chcę (umieć, nie dostać)!

O “Avatarze” Jamesa Camerona, dwukrotnie (Cinema City & IMAX) widziany,  słów kilka.

0

By nie było niedomówień, rzeknę od razu – film jest genialny.

Albo nie, za mało. Film jest zajebisty.

Rzadko używam tego słowa, ale w tym przypadku uważam, że trudno inaczej wyrazić ładunek emocjonalny, jaki wiąże mnie z tym filmem. Tak silnie, niczym Na’vi z Pandorą, ich matką-planetą.

Niewiele jest dzieł kinematografii, które mnie tak niszczą emocjonalnie. Jednym z takich filmów był WALL-E, z pozoru piękna wizualnie bajka, w rzeczywistości Pixar przygotował nam niezwykle silną ideologicznie i krytykującą ludzkość opowieść o gubieniu człowieczeństwa. Część tego jest i widoczna w Avatarze.

Innym takim dziełem był Ciekawy przypadek Benjamina Buttona, chociaż z nim wiąże mnie już jednak mniej. Opowieść o człowieku, który żył w odwrotnej kolejności ma jakąś swoją siłę, która mi bardzo przypadła do gustu. Zresztą nie wiedząc początkowo, kto odgrywa postać głównego bohatera, a spostrzegając to dopiero w połowie filmu – zostałem zaskoczony. Przeczytaj cały artykuł »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.