Był czas, że piszący te słowa nie interesował się muzyką. Były to czasy raczej już zamierzchłe, choć dopiero nieco ponad rok temu zacząłem słuchać ESKI Rock, która szczególnie podbiła moją wiedzę i wrażliwość muzyczną. A jakiej muzyki słucha w ogóle piszący te słowa?
Gustów nie powinno się jednoznacznie klasyfikować, dlatego najłatwiej mi odpowiedzieć – dobrej. Gatunek zazwyczaj znaczenia nie ma, z wyjątkiem kilku gatunków które niespecjalnie mi podchodzą – wszelkie techna, metale, jak i electro i inne dyskotekowe syntetyki zaliczają się do tej szufladki. Brzmienia przypominające swą tonacją rytmiczne uderzanie czerepem o ścianę, wywołują w słuchaczu podobnyż efekt – podziękował więc. Potężne zaś growle zawierają taką ilość mroku, że nie wiem, gdzie i po co miałbym ją gromadzić. Teksty w stylu “Urodziłam Ci dziecko, a ty zjadłeś mi kota – jesteśmy kwita” (*growl*, *headbanging*) – zachowajmy je dla koneserów.
Lubię za to muzykę o dobrym brzmieniu, niebanalnym tekście, pozytywnej energii. Liczą się więc wszelkie rodzaje rocka z ulubionym Red Hot Chilli Peppers (kiedy w końcu nowa płyta?) na czele. Do tego – różnie rozumiana muzyka alternatywna – choćby pop, który jest jedyną jego formą dla mnie do przełknięcia poza Jacksonem (choć i u niego w nie wszystkich kompozycjach gustuję). Dalej – celtic, jpop, reggae, latynoska, czasem jazzik, utwory wielkich bardów naszych (Kaczmarski, Grechuta). Znajdą się też soundtracki najlepiej reprezentowane przez Zimmera.
Od jakiegoś czasu, odkąd ta pasja zaczęła narastać, postanowiłem też zbierać płyty. Zaczęło się od trzech niejako odziedziczonych, a raczej przejętych – Bob Marley, Beatlesi, Grechuta. Teraz jest ich już więcej, wciąż jednak (jak dla mnie) niezadowalająco. W zasadzie dowolną powierzoną mi 4-cyfrową kwotę byłbym w stanie wydać na płyty – tak pozostaje mozolne (lecz satysfakcjonujące) zbieranie miesiąc po miesiącu. Mam na telefonie (z którego głównie słucham muzyki) nieco cyfrowych wersji albumów (Muzodajnia), wolę jednak nośniki fizyczne, przyjemniej odpalić taki w pokoju.
Ale słowo się rzekło – czytając wcześniejsze słowa sarkastycznie unosisz brew, rzucasz wyzwanie (i pieniądze). Na co wydałbym tak łaskawie powierzoną walutę? Zarzucę kilka przykładów, więcej z pewnością pojawiłoby się podczas spontanicznego buszowania po Empiku, który nawet drogi jest, ale łatwo dostępny. Dla ułatwienia, zbierzmy je w pary (kolejność nie gra roli, raczej):
1) Płyty Jacka Kaczmarskiego

Kaczmarskiego lubię bardzo, a że jego twórczość bogata, to i chęć ich posiadania spora. Jak dotąd posiadam zbiorcze wydanie 4 płyt od Pomatonu, tutaj, jest ich znacznie więcej – w tym drugim boxie aż 20. Cena spora, ale wartość tutaj jest niewątpliwa.
2) Wielcy gitarzyści – Slash, Santana


Mimo rozstania się z Gunsami, co zespołowi wyszło niekoniecznie na dobre, gitarzysta radzi sobie bardzo dobrze. Niektóre utwory są świetne, jak choćby By the sword z Andrewem Stockdale, czy Nothing to say z M. Shadowsem, pojawiają się też Fergie i Ozzy Osbourne. Tym bardziej ciekawa jest wersja deluxe z teledyskami i dodatkowymi utworami. Santana też sobie nieźle radzi, czego dowodem jest choćby niezła interpretacja Back in black od AC/DC.
3) Soundtrack klasycznie – Pulp Fiction, Ojciec chrzestny


Tu nie ma wiele do pisania. Każdy, kto zna wielkość tych filmów wie, że i ścieżka dźwiękowa jest jednym z większych ich walorów.
4) Coś od Linkin Parku


Po zapoznaniu się z A thousand suns mam ochotę na więcej, bo to rzeczywiście dobry zespół być musi.
5) Soundtrack mało klasycznie - Książę Persji, Śluby Panieńskie


Filmy nie są rewelacyjne, ale osobiście je lubię i cenię w nich muzykę. Pierwszy to lekkie stylizowane melodie, w drugim zaś przypadku – udany mix nowoczesności z tradycją ludową – w tym przypadku znacznie bardziej udany niż w dziele Bajona. Ktoś w ogóle lubił sceny, gdy aktorzy przerywają grę, by sobie przez komórkę pogadać?
6) Red Hotsi – wszystko czego nie mam


NAJLEPSZY… ZESPÓŁ… ŚWIATA. Tyle.
7) Dokształcanie się z rocka – AC/DC


Wstyd się przyznać, ale słabo ich znam. Wiadomo, świetni są – ostre gitary, charakterystyczny wokal, niestety niewiele miałem z nimi do czynienia. Płyt wydali wiele, ale warto zacząć o tych 2.
8 ) Soundtrack Zimmerowo – Incepcja, Sherlock Holmes


Gość ma niewątpliwy talent do tworzenia chwytliwych ścieżek dźwiękowych, dość wymienić, że stworzył niezapomniane podkłady w Gladiatorze, Ostatnim samuraju, Piratach z Karaibów (nie licząc pierwszej części, tam raczej Badelt) , Batman, czy oskarowy (niestety jedyny) Król Lew. Jego muzyka broni się sama, z chęcią więc widziałbym ją u siebie.
9) Green Day


Bardzo dobry to punk, a zarazem mój pierwszy zespół rockowy. Przydałoby się mieć całą jego dyskografię, tutaj akurat wybrałem najnowsze dzieła grupy Armstronga.
10) Klasyki ciąg dalszy


Queen to kolejny zespół, który cenię, ale mało o nim wiem. Nie wątpliwie, jeden z ważniejszych zespołów ubiegłego wieku, na początek wziąłbym zbiór najważniejszych ich utworów. A Use Your Illusion I – bo nie mam jej na telefonie, a przydałaby się.
Kto wie jakież płyty jeszcze trafiłyby do tego zestawienia, gdybym na przykład pisał je za rok… To się zobaczy. Jeśli zaś, udało Ci się, przypadkowy przechodniu to przeczytać, zapytam – jakie płyty Ty byś dodał do swojej hipotetycznej kolekcji?
Byle do 13.05 (dzień wcześniej rozsz z fizyki, poźniej już niemal nic!)

