Kategoria: Różne


Przesiadka…

W ramach wakacyjnego pakietu rozruchu literackiego, jako próba wskoczenia na normalny tor w trakcie wakacji, powstał mój poprzedni wpis – zapowiedź dłuższego cyklu, który myślę, zgromadzi w sobie wiele tysięcy słów. Zaraz jednak przyszła kolejna refleksja – cóż by można jeszcze uczynić, by się do aktywności zachęcić.

Stanęło na nowej stronie. Po roku i połówce czuję już, że mogę uwolnić się od tego miejsca, takoż czynię, zostawiając je może na inne okazje. Tam ruszy ów nowy cykl, tam pojawiły się już dwa inne wpisy. I będzie z deczka innych.

Takoż, jak i bez zbędnych ceregieli tutaj stanąłem, licząc, że teoretyczna jakość i ilość tekstów większy ruch w nowym miejscu uczyni, pozostawiam to miejsce, jednocześnie zapraszając w nowe:

Nowy blog – Ja, Kasjusz

(i owszem, to odwołanie do powieści Gravesa ;)

Do przeczytania (i oby – zasubskrybowania)!

Jutro…

… kończę liceum, staję się “abiturientem” (ew. maturzystą, bo niemieckiego nie lubimy zbyt).

Juhu…?!

Mogłem tym razem…

… machnąć jakieś prawdziwie obszerne podsumowanie tego abstrakcyjnego przedziału czasu, przez co większych racjonalistów rokiem nazywanego (szczególnie w swej myśli zaawansowani ubogacają go jeszcze jakimś numerem), zaraz jednak przypominam sobie motto poprzedniego wpisu i spokorniałem. Ostatkiem sił, udało mi się doprowadzić do kompromit… kompromisu, posiłkując się jakże cenną lapidarnością. Cóż więc w tym roku takiego ciekawego?

Film – Incepcja, najlepszy w swoim gatunku, poza nim również świeci jasno i perliście. Poza tym obejrzałem trylogię Ojca Chrzesnego, Pulp Fiction i wiele innych klasyków. Zresztą, na  http://whatthemovie.com/ idzie mi całkiem nieźle.

Książki – Dla mnie – był to Rok Kapuścińskiego. Wreszcie znalazłem swego literackiego guru, jest on nim zresztą dla naprawdę wielu ludzi. Cesarz reportażu, Herodot w dżinsach – jak go nie nazwać, przeżył naprawdę ogromną dawkę Historii, wspaniale ją przy tym opisując. Dotychczas poznałem “Cesarza”, “Heban”, “Busz po polsku”, “Wojnę futbolową” i “Szachinszacha” (tudzież zbiór wywiadów “Nie ogarniam świata”), cała reszta czeka na mnie już wkrótce, o nim będzie moja prezentacja maturalna. Żałuję jedynie, że dowiedziałem się o nim dopiero w chwili śmierci.

Gry – parę ciekawych opowieści: Mass Effect 2, Dreamfall, Torment. Po sieci – Team Fortess 2. Te, na które czekam, nie są raczej oryginalne – Wiedźmin 2 i Portal 2.

Muzyka – zacząłem kolekcjonować płyty i poszerzyłem muzyczne horyzonty. Z ciekawszych kupionych – “A thousand suns” Linkin Park,  zbiór płyt Kaczmarskiego, debiut Oedipus, “Dodekafonia” Strachów na Lachy, “Granda” Brodki, uzupełniłem dyskografię Czesława. W tym roku powinno być jeszcze lepiej.

Sport - wciąż Capoeira, teraz co prawda mam przerwę do matury, ale po niej wrócę z pełnym zaangażowaniem.

Postanowienie noworoczne – w tym roku, wedle obliczeń, przeczytałem jakieś 26 książek (sprawdzić można z jednej z zakładek), tym razem, ambitnie, postanawiam podwoić tę ilość, zgodnie z pewną szlachetną inicjatywą - http://52ksiazki.pl/ . Rok zaczynam lekturą – “Inny świat” Grudzińskiego, dalej – wspomniany Kapuściński i ogrom innych, piętrzących się na półkach.

Z lapidarnymi pozdrowieniami i życzeniami, dla tych nielicznych…

Miały być…

… jakieś gorzkie słowa na temat mojego podejścia do Świąt, a raczej obecnej ich formy, postanowiłem jednak, iż nie ma się co umartwiać, a i lecące obecnie w telewizji Love Actually poczuje się lepiej, bez mojego sceptycyzmu. Szukając czegoś pozytywnego, wpadłem więc na taki trop:

Piosenka piosenką, ale Scarlett <3

I taki powinien być świat, Scarlett zamiast demagogii, ale byłoby pięknie!

Normalnie przykład ze mnie bierzcie ;P

Parę minut nostalgii…

… czyli openingi ze znanych właściwie każdemu z nas bajek.

Częstujcie się śmiało, każdy znajdzie coś dla siebie ;)

I weź tu człowieku…

… nie zastanawiaj się nad poświęceniem życia sztukom walki.
Wiecie, szans na to nie ma, zero, null absolutne, ale aż żal człowiekowi myśleć, że tylko jeden żywocik przed nim i takie coś go ominie – w sumie reinkarnacja, choć mało sensowna, nagle okazuje się być bardzo kuszącą.

Do czego piję? Zobaczcie fragment filmu  ”Yip Man”:

Capoeira capoeirą, prawdziwa miłość jest tylko jedna, wiadomo. Ale takie Wing-Tsun (film traktuje o prawdopodobnie jego największym mistrzu, Ip Manie właśnie, nauczycielu Bruce’a Lee)… Też tak chcę (umieć, nie dostać)!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.