
Cykl opowiadań, opisujących kolejne podróże gwiezdne Ijona Tichego, pod pretekstem gier słownych i zabawnych historii, skrywa aluzje odnoszące się do minionych epok oraz porusza problemy filozoficzne. Tichy jako awanturnik i obieżyświat nie ma żadnych oporów przed spędzaniem samotnych miesięcy w kosmicznej próżni, a gdy trafi na obcą planetę, czuje się na niej całkowicie swobodnie. Ma jednocześnie dar do wyjątkowo częstego popadania w tarapaty, zawsze jednak udaje mu się z nich wydostać. Przykładowo w pierwszym z opowiadań, wpadłszy w pułapkę przesunięć czasowych, zostaje uratowany przez samego siebie z czasów dzieciństwa. Pomimo skłonności do wpadania w gniew, budzi sympatię czytelnika, choć pozornie wydaje się postacią statyczną, najważniejsze z przygód odciskają na nim swoje piętno.
Wszechświat, który czytelnik przemierza wraz z bohaterem pełny jest intrygujących istot, często przeczących humanoidalnemu wyobrażeniu kosmitów. Anielici przekształcili siebie w całkowicie identyczne i pozbawione jednostkowości istoty. Przypominają przez to mrówki, pełniąc swą anonimową rolę i co dobę ją zmieniają, bez obawy śmierci, ponieważ wszyscy są tym samym. Z kolei Memnogowie, uznawani za najbardziej życzliwe istoty w przestrzeni, z radością przyjmują misjonarza głoszącego im idee chrześcijaństwa. Gdy ten z największym zaangażowaniem opowiada im o żywotach męczenników, sam jednocześnie mówiąc, że nie jest godnym, by znaleźć się tak blisko Pana, postanawiają mu „pomóc”. Uśmiercając go na jego „ulubione” sposoby, poświęcają swoje zbawienie dla jego świętości. Widać tutaj satyrę Lema – ateisty na religię i jej hasła, jak właśnie wspieranie bliźnich. Indioci mający za naczelne prawo „swobody obywatelskie” znajdując się w sytuacji kryzysowej, radzą się maszyny. Rozwiązaniem okazuje się być przeistoczenie wszystkich w małe krążki, tworzące wzory układające się w „ład doskonały”. Indioci nie protestują przeciw temu i w końcu wszyscy giną, stając się elementami układanki. Przeczytaj cały artykuł »
