O “Avatarze” Jamesa Camerona, dwukrotnie (Cinema City & IMAX) widziany, słów kilka.
By nie było niedomówień, rzeknę od razu – film jest genialny.
Albo nie, za mało. Film jest zajebisty.
Rzadko używam tego słowa, ale w tym przypadku uważam, że trudno inaczej wyrazić ładunek emocjonalny, jaki wiąże mnie z tym filmem. Tak silnie, niczym Na’vi z Pandorą, ich matką-planetą.
Niewiele jest dzieł kinematografii, które mnie tak niszczą emocjonalnie. Jednym z takich filmów był WALL-E, z pozoru piękna wizualnie bajka, w rzeczywistości Pixar przygotował nam niezwykle silną ideologicznie i krytykującą ludzkość opowieść o gubieniu człowieczeństwa. Część tego jest i widoczna w Avatarze.
Innym takim dziełem był Ciekawy przypadek Benjamina Buttona, chociaż z nim wiąże mnie już jednak mniej. Opowieść o człowieku, który żył w odwrotnej kolejności ma jakąś swoją siłę, która mi bardzo przypadła do gustu. Zresztą nie wiedząc początkowo, kto odgrywa postać głównego bohatera, a spostrzegając to dopiero w połowie filmu – zostałem zaskoczony. Przeczytaj cały artykuł »
